Dlaczego wiersz Leśmiana tak bardzo przypomina mi historię "Wichrowych Wzgórz"?

      Gdy w ostatnich dniach Sanah wypuściła swoją najnowszą piosenkę, adaptacje wierszu Bolesława Leśmiana "Dwoje ludzieńków" przypomniałam sobie o tym jak piękny, a zarazem tragiczny jest to utwór. Bez wątpienia jest to jeden z moich ukochanych wierszy, choć może dawno do niego nie wracałam, to jednak zawsze, gdy to robię mam łzy w oczach. Dlatego jestem bardzo wdzięczna Pani Sanah za odświeżenie mojej pamięci. 

    Aktualnie, po raz drugi już, jestem w trakcie czytania "Wichrowych wzgórz" Emily Bronte. Jest to zdecydowanie moja ulubiona książka. A dlaczego? No długo by się rozpisywać, jest to zdecydowanie temat na inny wpis, który na pewno się pojawi. Gdy więc słuchałam "Dwoje ludzieńków" nie mogłam odnieść wrażenia, że ta historia o miłości niespełnionej, w której to bohaterowie zmuszeni byli do rozstania i taka której śmierć nie zdołała zakończyć. Tak, myślę że zdecydowanie oddaje relację Heathcliffa i Katarzyny. Przeżywając ten wiersz na nowo miałam wrażenie jakby został napisany specjalnie z myślą o nich.

    Zaczynając już od pierwszego wersu: "Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie, / O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie." – Ujrzałam podobieństwo do Ellen Dean, która jest cichym obserwatorem wydarzeń. Widzi ona jak wielka miłość łączyła Katarzynę i Heathcliffa, była przy ich dziecinnych zabawach, przy ich rozstaniu, oraz ponownym spotkaniu i która w końcu przeżyła ich oboje. Można więc odnieść wrażenie jakoby to właśnie ona była nie tylko narratorką powieści, ale również tegoż utworu.

    "Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania / Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania". – Od razu zobaczyłam oczami wyobraźni sytuacji moment, w którym to Katarzyna Earnshaw wyznaje w tajemnicy Ellen, że przyjęła oświadczyny Edgara Lintona. Zwierza się jej, że choć to Heathcliffa kocha całą swoją duszą, to jednak zdecydowała się wyjść za Lintona i tym samym podnieść swoją pozycje społeczną. Nie miała pojęcia, że Heathcliff przysłuchiwał się jej zwierzeniom, które też były powodem jego odejścia z Wichrowych Wzgórz, a tym samym powodem przez który musieli się rozstać. 

    "Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, / A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny". –Myślę o tym, że rozstali się z winy Katarzyny, która zdradziła swoje własne uczucia, a z woli Heathcliffa, który sam postanowił tamtej nocy o ucieczce. Mijał rok, potem dwa kolejne, a Katarzyna, choć pełna rozpaczy, poślubiła w tym czasie Edgara. 

    "A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie, / Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!" – W końcu jednak, po trzech latach znów się spotkali. Heathcliff powrócił, a gdy to się stało Katarzyna jakby odżyła. Znów stali się nierozłączni, a miłość ponownie rozpala ich serca. Lecz ten kwiat, po którego sięgali to zakazany owoc. Ona wciąż związana węzłem małżeńskim z Edgarem Lintonem, a ich bliskość, choć tak intensywna zakrawa o chorobę. Heathcliff natomiast zaczyna zatracać się w mrokach swej duszy i obsesji.

    "Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie, / Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie." – Choć tak blisko, to wciąż osobno. Ich relacja została zamknięta w spojrzeniach i drobnych gestach, lecz to nadal nie jest to czego by naprawdę pragnęli. Jawor może symbolizować dom Edgara –miejsce, gdzie dzielą przestrzeń, ale nie życie.

    "I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu, / Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu." – Nigdy nie spełnili swej miłości. Nigdy nie było im dane nawet doznać grzesznych uciech. Ich miłość choć tak bardzo tragiczna i rzekłabym nawet, toksyczna, pozostała niewinna.

    "Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, / I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!" – W końcu przyszła śmierć. Gdy Katarzyna żegna się z życiem, Heathcliff również przeżywa swego rodzaju śmierć. Choć jego ciało dalej żywe, dusza umarła wraz z nią. 

    "Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą, / Ale miłość umarła, już miłości nie było." – Śmierć nie była w stanie ich rozdzielić. Katarzyna, choć umarła, nie dawała spokoju Heathcliffowi. Dręczyła go tak jak zapowiadała. On zaś żył jeszcze długo po niej, zatracając się w zemście i szaleństwie.

    "I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga, / By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga" – Było już za późno na naprawę tego co wspólnie zaprzepaścili. Z ich własnej winy, choć tak bardzo starali obwiniać siebie nawzajem. Lecz to nie los, nie Bóg, nie świat, a ich własne decyzje doprowadziły ich do zguby. Zatracony w szaleństwie Heathcliff dalej tego nie pojął i odwraca się od Boga, przeklinając go. Staje się kimś, kogo inni nazywają szatanem.

    "Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata, / By powrócić na ziemię — lecz nie było już świata." – Minęły długie lata nim znów się złączyli. Śmierć Heathcliffa była dla nich swego rodzaju zbawieniem, znów mogli być razem. Choć ich świat się skończył, zostało wrzosowisko, które tak bardzo umiłowali. Ostatnie zdania powieści o tym wspominają, że czasem na wrzosowiskach można zauważyć dwa cienie. Dwa cienie, które wreszcie są razem, ale już nie w świecie żywych. 

    Miłość opisana przez dwóch różnych twórców, z różnych epok i światów – okazuje się zaskakująco podobna. Tak samo piękna, bolesna, i wiecznie niezakończona.

    Czy w miłości naprawdę chodzi tylko o szczęśliwe zakończenie? Owszem, większość z nas — jeśli nie każdy — o takim właśnie marzy. Lecz jeśli spojrzymy prawdzie w oczy, zrozumiemy, że nieczęsto jest ono dane. Wiele, naprawdę wiele rzeczy może doprowadzić do nieplanowanego rozstania. Dlatego wierzę, że najważniejsza w miłości jest nie jej kres, ale siła i intensywność uczucia. Gdy przyjrzymy się historii Katarzyny i Heathcliffa, a także tej opowiedzianej w "Dwojgu ludzieńków", dostrzeżemy, że prawdziwej miłości nie jest w stanie zabić ani czas, ani śmierć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moja książkowa historia

Moje książkowe Top 10

Mój mały felieton