Moja średniowieczna dusza
Zapewne myśląc o średniowieczu, wielu osobom towarzyszą raczej nieprzychylne skojarzenia. Epoka ta bywa postrzegana jako czas zabobonu, ciemnoty i kulturowego zastoju. Cóż – ja nie do końca się z tym zgadzam. Ten uproszczony, momentami krzywdzący obraz średniowiecza został w dużej mierze wykreowany przez renesansowych humanistów, którzy, chcąc odciąć się od przeszłości, przedstawiali ją jako mroczną i prymitywną.
W rzeczywistości średniowiecze wcale nie było epoką pozbawioną światła. To właśnie wtedy zaczęły powstawać pierwsze uniwersytety, kładąc fundamenty pod współczesną naukę. Był to czas narodzin wielkich filozofów i myślicieli, ale także okres intensywnego rozkwitu sztuki – zarówno świeckiej, jak i sakralnej. Literatura, muzyka i architektura nie tylko istniały, lecz rozwijały się w sposób głęboko symboliczny i duchowy.
Z ogromnym sentymentem wracam do takich dzieł jak „Tristan i Izolda” czy „Pieśń o Rolandzie”. Jednak szczególne miejsce w moim sercu zajmuje „Lament Świętokrzyski” – utwór, który pozwala spojrzeć na mękę Chrystusa z perspektywy jego matki, Maryi. Wiersz ukazuje jej bezsilność i ból, wynikające z konieczności bezczynnego przyglądania się cierpieniu jedynego syna. Sztuka sakralna była wówczas niezwykle popularna, lecz to właśnie ten utwór wydaje mi się wyjątkowy w swojej prostocie i emocjonalnej sile. Jego autor pozostaje nieznany – co nie jest niczym zaskakującym, ponieważ średniowieczni twórcy rzadko podpisywali swoje dzieła, tworząc je nie dla własnej chwały, lecz na chwałę Boga, co – moim zdaniem – stanowi piękny gest miłości artysty do Stwórcy.
Jednak tym, co najbardziej kocham w średniowieczu, jest wszechobecny motyw śmierci. Zapewne wiecie, co mam na myśli – wszyscy w szkole zetknęliśmy się z pojęciami danse macabre, ars moriendi czy memento mori. Fascynuje mnie to, że ludzie tamtej epoki byli tak oswojeni ze śmiercią, iż całe swoje życie poświęcali przygotowaniom na jej nadejście. Powstawały nawet poradniki dobrego umierania – teksty, które miały pomóc człowiekowi odejść w sposób godny, świadomy i pogodny. Ta bliskość śmierci nie była jedynie źródłem lęku, lecz także refleksji nad sensem życia, wiarą i przemijaniem.
Jest to dla mnie jeden z najpiękniejszych motywów, który zresztą chętnie wykorzystuję w swoich opowiadaniach. Doskonale pamiętam moment, gdy temat ten pojawił się na lekcjach języka polskiego w liceum. To właśnie wtedy powstało moje pierwsze opowiadanie, które nie było fanfikiem.
Oczarowana ideą memento mori i średniowiecznym obrazem śmierci, zaczęłam pisać – często ukradkiem, podczas lekcji – historię nastolatki, która widziała śmierć. Choć z perspektywy czasu wiem, że nie było to dzieło wysokich lotów, włożyłam w nie całe swoje serce. W głównej bohaterce widziałam samą siebie – zagubioną, wrażliwą i próbującą zrozumieć świat poprzez słowa. Szczególnie dobrze pisało mi się podczas omawiania „Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią”, gdy groteskowy, a zarazem przenikliwie szczery obraz śmierci jeszcze bardziej pobudzał moją wyobraźnię.
Dziś widzę wyraźnie, jak ogromny wpływ miało na mnie średniowiecze – nie tylko jako epoka literacka, lecz jako sposób myślenia o świecie, życiu i przemijaniu. To właśnie ono nauczyło mnie, że śmierć nie musi być tematem tabu, a refleksja nad nią może prowadzić do głębszego zrozumienia samego siebie. Motywy memento mori, sacrum i cierpienia nie odstraszyły mnie, lecz przeciwnie – stały się przestrzenią, w której odnalazłam inspirację i ukojenie.
Miłość do tej epoki ukształtowała moją wrażliwość, sposób pisania i to, jak postrzegam literaturę jako narzędzie poznawania ludzkiej duszy. Średniowiecze nauczyło mnie patrzeć na świat z pokorą, uważnością i świadomością kruchości istnienia. I choć dzieli nas od niego wiele wieków, jego echo wciąż wybrzmiewa w moich opowiadaniach – w ciszy, w mroku i w słowach, które próbują oswoić to, co nieuchronne.
Komentarze
Prześlij komentarz