Posty

Moje czytelnicze plany

Lubię wymyślać plany, nawet jeśli wiele z nich rozpływa się po drodze, zanim zdążą stać się rzeczywistością. Jest w nich coś kojącego: obietnica przyszłych chwil spędzonych z książką, jeszcze niepoznanych historii i emocji, które dopiero czekają, by mnie odnaleźć. Dlatego ten post nie jest sztywną listą do odhaczenia, lecz raczej próbą uporządkowania tytułów, które od dawna krążą mi po głowie i czekają na swój moment. Choć zapewne lista ta szybko się zmieni – to tylko kwestia dni, zanim dojdą do niej nowe lektury albo inne niespodziewanie zyskają priorytet. Dlatego dziś chciałabym podzielić się tym z Wami – bez pośpiechu, bez zobowiązań, po prostu z potrzeby opowiedzenia. A gdy (jak to zwykle bywa) lista znów się zmieni, obiecuję dodać aktualizację. 1. „Dziwne losy Jane Eyre” – Charlotte Bronte. Nazwisko autorki może wydać się Wam znajome – to siostra Emily Brontë, autorki Wichrowych Wzgórz . Sióstr było trzy: Charlotte, Emily oraz Anne, i każda z nich stworzyła powieści ...

Mój mały felieton

  „Ludzie szukający miłości wielkiej, namiętności spalającej duszę do dna, muszą mieć oprócz tego pracę czy sztukę, która ich zaabsorbuje równie głęboko, by przeżyć upadki” – Wioletta Ozminkowski  Zacznę może od moich pierwszych skojarzeń, które napłynęły do mojej głowy tuż po przeczytaniu tych słów. Mianowicie, temat miłości jest przedmiotem rozważań już od wieki wieków. Nie jeden filozof starał się zgłębić jej tajemnicę, nie jeden pisarz próbował nakreślić nam jej obraz w swych dziełach. Mając tą świadomość pewnie nikogo nie muszę przekonywać, jak bardzo zagadkowa i  niejednoznaczna jest to kwestia.  Jak wszyscy dobrze wiemy miłość jest również fundamentem, na którym zbudowana jest jedna z największych religii na świecie, którą jest wiara chrześcijańska. Już od najmłodszych lat uczymy się o tej nieskończonej i bezwarunkowej bożej miłości. O tym, że Bóg kocha nas tak bardzo, że poświęcił swego jedynego syna, który żeby nas zbawić, musiał przejść przez niewyobrażalne...

Moje książkowe Top 10

Książki od zawsze były dla mnie czymś więcej niż słowami na papierze. To światy, w których mogę się zatracić, przestrzenie, w których emocje bohaterów splatają się z moimi własnymi, i miejsca, gdzie mogę odkrywać siebie. Niektóre z tych historii straszyły, inne wzruszały, jeszcze inne pozostawiały w sercu cichy, niepokojący cień melancholii. Spośród wszystkich książek, które przewinęły się przez moje życie, niektóre wywarły na mnie szczególne wrażenie – kształtowały moją wyobraźnię, poruszały emocje, a czasem prowadziły mnie w miejsca, do których wcześniej nie wiedziałam, że mogę dotrzeć. Dziś chcę podzielić się z Wami dziesięcioma lekturami, które w różny sposób ukształtowały moją literacką wrażliwość i do których wciąż chętnie wracam, za każdym razem odkrywając w nich coś nowego. 1. Wichrowe Wzgórza – Emily Brontë Choć przeczytałam wiele wspaniałych książek, "Wichrowe Wzgórza" darzę szczególną miłością. Ta historia, pełna burzliwych emocji, namiętności i nieokiełznanej dz...

Dlaczego wiersz Leśmiana tak bardzo przypomina mi historię "Wichrowych Wzgórz"?

       Gdy w ostatnich dniach Sanah wypuściła swoją najnowszą piosenkę, adaptacje wierszu Bolesława Leśmiana "Dwoje ludzieńków" przypomniałam sobie o tym jak piękny, a zarazem tragiczny jest to utwór. Bez wątpienia jest to jeden z moich ukochanych wierszy, choć może dawno do niego nie wracałam, to jednak zawsze, gdy to robię mam łzy w oczach. Dlatego jestem bardzo wdzięczna Pani Sanah za odświeżenie mojej pamięci.      Aktualnie, po raz drugi już, jestem w trakcie czytania "Wichrowych wzgórz" Emily Bronte. Jest to zdecydowanie moja ulubiona książka. A dlaczego? No długo by się rozpisywać, jest to zdecydowanie temat na inny wpis, który na pewno się pojawi. Gdy więc słuchałam "Dwoje ludzieńków" nie mogłam odnieść wrażenia, że ta historia o miłości niespełnionej, w której to bohaterowie zmuszeni byli do rozstania i taka której śmierć nie zdołała zakończyć. Tak, myślę że zdecydowanie oddaje relację Heathcliffa i Katarzyny. Przeżywając ten wiersz na no...

Moja średniowieczna dusza

Zapewne myśląc o średniowieczu, wielu osobom towarzyszą raczej nieprzychylne skojarzenia. Epoka ta bywa postrzegana jako czas zabobonu, ciemnoty i kulturowego zastoju. Cóż – ja nie do końca się z tym zgadzam. Ten uproszczony, momentami krzywdzący obraz średniowiecza został w dużej mierze wykreowany przez renesansowych humanistów, którzy, chcąc odciąć się od przeszłości, przedstawiali ją jako mroczną i prymitywną. W rzeczywistości średniowiecze wcale nie było epoką pozbawioną światła. To właśnie wtedy zaczęły powstawać pierwsze uniwersytety, kładąc fundamenty pod współczesną naukę. Był to czas narodzin wielkich filozofów i myślicieli, ale także okres intensywnego rozkwitu sztuki – zarówno świeckiej, jak i sakralnej. Literatura, muzyka i architektura nie tylko istniały, lecz rozwijały się w sposób głęboko symboliczny i duchowy. Z ogromnym sentymentem wracam do takich dzieł jak „Tristan i Izolda” czy „Pieśń o Rolandzie”.  Jednak szczególne miejsce w moim sercu zajmuje „La...

Źródła moich inspiracji

"W lekturach, tak jak w muzyce, sięgała tam, gdzie mogła znaleźć cierpienie – do różnic między chwilą obecną a przeszłością." Jane Austen, Rozważna i romantyczna Myślę, że ten cytat doskonale opisuje moją duszę. Już od najmłodszych lat wybierałam dzieła pełne tajemnicy i melancholii – historie, które straszyły lub napawały smutkiem. Fascynowało mnie to, co nieoczywiste i pełne cieni, światy, w których piękno mieszało się z niepokojem. Szukałam opowieści, które pozwalały mi na chwilę zatrzymać się, zanurzyć w emocjach bohaterów i dostrzec coś więcej niż codzienną rzeczywistość. Te dziecięce doświadczenia stopniowo prowadziły mnie do odkrywania moich literackich inspiracji – autorów, historii i motywów, które nie tylko bawiły, ale też uczyły, poruszały emocje i otwierały przede mną nowe światy. Dziś chciałabym podzielić się z Wami tym, co w różny sposób kształtuje moją wyobraźnię i sposób, w jaki postrzegam literaturę. Muminki Jako dziecko uwielbiałam Muminki , które posia...

Moja książkowa historia

Uważam, że w każdym z nas tli się unikatowa iskierka, która wnosi do życia odrobinę magii. To coś, co sprawia, że codzienność przestaje być jedynie ciągiem dni, a zaczyna mieć kierunek. Coś, co każe nam wracać myślami do jednej rzeczy, nawet wtedy, gdy świat domaga się naszej uwagi gdzie indziej. Może brzmi to znajomo, może nawet banalnie – ale właśnie w tej prostocie kryje się prawda. Pasja nie zawsze przychodzi nagle i spektakularnie. Czasem rodzi się powoli, nieśmiało, niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie orientujemy się, że to ona była z nami od dawna. Że to właśnie ona prowadziła nasze myśli, wybory i marzenia, zanim jeszcze potrafiliśmy je nazwać. W moim przypadku ta iskra zapłonęła bardzo wcześnie, choć przez długi czas nie potrafiłam jej nazwać. Nie od zawsze kochałam książki – znacznie bardziej pociągało mnie wymyślanie własnych historii. Od dziecka miałam bujną wyobraźnię, dlatego nie potrzebowałam wiele, by urozmaicić sobie zabawę. Czasem wystarczył pojedynczy kw...